Bez wątpienia jeden najbardziej doświadczonych zawodników w obecnej drużynie Gwarka. Zawodnik, który za każdym razem robił na boisku różnicę. Swoją zadziornością, piłkarskimi umiejętnościami czy szybkością zostawiał rywali daleko za swoimi plecami. Przez długi czas mimo kontuzji lider klasyfikacji strzelców w naszej drużynie. Mało kto tak jak on dostąpił zaszczytu pracy z aż czwórką byłych selekcjonerów Reprezentacji Polski. O tym, o swoim pobycie w Gwarku, a także o pracy z przyszłym pokoleniem piłkarzy rozmawiamy z niesamowicie optymistycznie nastawionym do życia człowiekiem, zawodnikiem Gwarka, mężem oraz ojcem dwójki dzieci – Przemysławem Oziębałą.

 

Kiedy na przełomie lipca i sierpnia dopięto umowę z Przemysławem Oziębała wiadomo było, że to jeden z najważniejszych transferów Gwarka w historii Klubu. Niezwykle doświadczony zawodnik z występował w wielu klubach z różnych klas rozgrywkowych, a swoim zaangażowaniem w pracę oraz dobrą grą przyzwyczajał do siebie tarnogórską publiczność. Kiedy 8 września podczas meczu ze Stalą Brzeg to właśnie jego dwa trafienia w końcówce spotkania dały Gwarkowi kolejne zwycięstwo mało kto przypuszczał, że ledwie tydzień później nasz zawodnik ulegnie groźniej kontuzji, która wyeliminuje go z gry do końca roku. Po serii wizyt lekarskich oraz opcji nasz zawodnik dochodzi już jednak do zdrowia i nie może się doczekać na powrót na ligowe boiska. Ten jednak zaplanowany jest dopiero na początek rundy wiosennej.

 

Rozmawia: Mateusz Skutnik

 

Parę dni temu minęły dwa miesiące odkąd Gwarek z przymusu musi sobie radzić bez Przemysława Oziębały. Grymas bólu, który można było u Ciebie dostrzec kiedy opuszczałeś na noszach boisko podczas meczu z Zagłębiem II Lubin dawał bardzo niepokojące sygnały. Dzisiaj już jednak minęło trochę czasu i pewnie z lekkim dystansem możesz podchodzić do tego, mimo wszystko nieprzyjemnego wydarzenia, czy jednak w głowie pozostał moment nieszczęśliwego upadku?

Przemysław Oziębała: „Kontuzje niestety są wkalkulowane w zawód piłkarza. Ja jedynie żałuję w perspektywie czasu, że kontuzja wydarzyła się tak szybko, bo po zaledwie ośmiu kolejkach ligowych. Wielka szkoda, ponieważ wypadłem praktycznie na całą rundę, uciekło mi tym samym mnóstwo meczów. Można powiedzieć, że był to spory pech, ponieważ wszystko zaczęło się od pojedynku główkowego z Mateuszem Matrasem z Zagłębia Lubin. Cóż z tego, że pojedynek o górną piłkę wygrałem, skoro później niechcący Mateusz spadł mi na nogę. Jedna z kości strzeliła i tak to się zaczęło. Takie sytuację się zdarzają, cóż zrobić. Nie jest to moja pierwsza kontuzja, ale mam nadzieję, że ostatnia.”

 

Jak wyglądał Twój proces leczenia? Czy możesz już nieco bardziej określić, jak blisko jesteś końca fazy rehabilitacji?

Przemysław Oziębała: „To było złamanie jednej z kości śródstopia. Noga jak była jak to w tych przypadkach bywa unieruchomiona, później zacząłem powoli chodzić, truchtać, a teraz można powiedzieć, że już biegam (śmiech). Uraz mam już praktycznie wyleczony i w tym tygodniu powinienem wejść w cykl treningowy. Podejrzewam, że pod koniec tygodnia powinienem zacząć mocniej trenować, jednak szkoda, że zbiegło to się akurat z zakończeniem rozgrywek rundy jesiennej. Taki zawód – trzeba przez te kontuzje jakoś przechodzić.”

 

Nie licząc meczów sparingowych, Twój ligowy dorobek mimo ledwie ośmiu meczów w barwach Gwarka jest bardzo dobry. Dopiero tydzień temu udało się wreszcie kolejnemu zawodnikowi Gwarka zrównać się z Tobą pod względem liczby strzelonych goli (4 bramki – przyp. red.). Jak myślisz, gdzie leży problem ze strzelaniem przez naszych zawodników bramek? Przecież, aby zrównać się z Tobą liczbą bramek musiały minąć dwa aż miesiące!

Przemysław Oziębała: „Moim zdaniem to nie jest dobry wynik, bo to tylko cztery bramki w ośmiu meczach! (śmiech) Nie chciałbym oceniać gdzie leży problem. Odpowiedzialność za strzelanie bramek rozkłada się na cały zespół. Strzelają obrońcy, strzelają pomocnicy oraz strzelają napastnicy. Nie strzelamy co prawda zbyt dużo bramek, ale patrząc na to jak gramy w każdym meczu, sytuacji strzeleckich mamy całe mnóstwo. Szczególnie w tych pierwszych meczach sezonu u siebie byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą od rywala. Teraz to widać i tak się też czuliśmy, a zawsze gdzieś tam tego szczęścia brakło. Moim zdaniem jednak suma szczęścia w sporcie zawsze wychodzi na zero i mam nadzieję, że wiosną, a zaczynając już od soboty, łatwiej przyjdzie nam zdobywać te gole. Wierzę gorąco, że karta się odwróci i będzie tych bramek wreszcie wpadać więcej.”

 

Podczas występów w Gwarku byłeś testowany już na paru pozycjach. Kibice w Polsce głównie kojarzą Przemysława Oziębałę jako napastnika, w Ty w naszej drużynie głównie występujesz na boku pomocy, a bywały również mecze, kiedy można było Cię zaobserwować na prawej obronie. Gdzie w takim razie na boisku czujesz się najlepiej?

Przemysław Oziębała: „Hm… właśnie dziwi mnie, dlaczego zawsze do tej pory ludzie kojarzą mnie jako napastnika. Tak naprawdę to ja napastnikiem nigdy nie byłem i odkąd pamiętam przeważnie grałem z boku pomocy. Tam czuję się bardzo dobrze, a pamiętam również mecze jako prawy obrońca. Dla przykładu podczas gry w Rakowie Częstochowa grałem jako wahadłowy, gdzie miałem swoje obowiązki zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Oprócz ataków na bramkę rywala musiałem się nauczyć również bronienia, gry w obronie. Spodobało mi się to, nauczyłem się kolejnej nowej rzeczy. Odnajdywałem się jako obrońca, jednak z perspektywy czasu najlepiej gra mi się jako prawy obrońca.”

 

Obok Sławka Pacha, Grzesia Fonfary oraz Dawida Jarki jesteś w Gwarku kolejną osobą, która ma za sobą grę na najwyższym szczeblu piłkarskim w Polsce. Na nim pojawiłeś się w sezonie 2007/2008 w barwach Zagłębia Sosnowiec, do którego trafiłeś pół roku wcześniej z Zielonych Żarki. Pobyt w Sosnowcu zacząłeś od awansu z drużyną do Orange Ekstraklasy. Miałeś wtedy 21 lat, a Zagłębie pozwoliło Ci pokazać się szerzej całej Polsce. Jaki to był dla Ciebie okres?

Przemysław Oziębała: „Tak jak powiedziałeś miałem wtedy 21 lat i byłem bardzo młodym chłopakiem, chociaż dzisiaj na świecie zawodnicy w takim wieku odgrywają w mocnych klubach poważne role. Ja przychodziłem do Zagłębia Sosnowiec z IV ligi ze swojego klubu i dla mnie był to bardzo duży przeskok, bo aż o cztery klasy rozgrywkowe. Zrobiliśmy co prawda awans, jednak te pierwsze pół roku w Zagłębiu się wszystkiego uczyłem. Może to potwierdzić również Sławek Pach, który również wtedy był w tym zespole. Podglądałem starszych od siebie zawodników jak wygląda zawodowa gra w piłkę, a także jednostki treningowe. To wszystko było dla mnie wtedy nowością. Uczyłem się cały czas, przez co dostawałem swoje szanse głównie w końcówkach meczów. Kiedy mieliśmy już pewny awans to pamiętam dostałem szansę zagrania od pierwszej minuty w wyjazdowym meczu ze KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Bardzo miło ten mecz wspominam, ponieważ zdobyłem ładną bramkę, do tego doszła asysta przy bramce Marcina Lachowskiego. Podsumowując miałem dużo szczęścia, że trafiłem do takiej drużyny, która zaliczyła awans do Ekstraklasy, a ja mogłem się rozwijać i sporo nauczyć od starszych kolegów, m.in. właśnie od Sławka Pacha.”

 

Po roku do Widzewa Łódź ściągnął Cię trener Marek Zub, a Ty w swoim piątym meczu w Ekstraklasie zdobyłeś swoje pierwsze dwie bramki, które jak się później okazało pozwoliły wygrać z Górnikiem Zabrze 2:1. W Łodzi spędziłeś 4 i pół roku, jednak miałeś okazję współpracować z aż trójką trenerów, którzy przeszłości byli selekcjonerami piłkarskiej reprezentacji Polski! Mowa tutaj o śp. Januszu Wójciku, Waldemarze Fornaliku oraz Pawle Janasie, a przecież w późniejszym czasie doszli jeszcze tacy szkoleniowcy jak Czesław Michniewicz czy Radosław Mroczkowski, którzy przy Reprezentacji byli bardzo blisko. Jak wspominasz pracę z trenerem Fornalikiem czy Janasem i dlaczego pewnie najwięcej piłkarskich „jaj” było z trenerem Wójcikiem (śmiech)?

Przemysław Oziębała: „Cieszę się, że przez ten czas spędzony w Widzewie mogłem współpracować z tak doświadczonymi trenerami. Nie będę tu może oceniał ich pracy, ponieważ nie mam na tyle wiedzy trenerskiej, ale naprawdę miałem mnóstwo szczęścia, móc nauczyć się od trenerów Wójcika, Fornalika czy Janasa. Każdy z nich miał coś w sobie, zresztą gdyby byli to źli trenerzy, to pewnie nie dostąpiliby możliwości poprowadzenia Reprezentacji. Od każdego z nich starałem się wyłapywać co najlepsze, jednak każdy z nich był na swój sposób różny. Trener Wójcik także miał swój charakter, swoją szkołę pracy. Współpraca z takimi trenerami to była dla mnie naprawdę dobra lekcja, z której mogę teraz wiele wyciągnąć”.

 

Latem 2012 roku przeniosłeś się do Zabrza i żeby było mało, tam pracowałeś pod skrzydłami kolejnego trenera Reprezentacji – Adama Nawałki. Praca z tak doświadczonym oraz wymagającym trenerem pewnie do prostych i łatwych nie należała.

Przemysław Oziębała: „Dokładnie. Jest to trener wymagający, ale to dobrze, ponieważ wyniki osiągane z Górnikiem, a później z Reprezentacją nie wzięły się z niczego. Kolejny raz mogę powiedzieć, że miałem dużo szczęścia, ponieważ czas spędzony z trenerem Nawałką bardzo miło teraz wspominam. On także w kolejnych latach mojej kariery sporo mnie nauczył i ukształtował jako zawodnika. Dużo mu zawdzięczam.”

 

Barwy Górnika reprezentowałeś przez 2 i pół roku zdobywając dwie bramki w Ekstraklasie. Pamiętasz komu? Nie były to byle jakie drużyny.

Przemysław Oziębała: „Jedną pamiętam strzeliłem przeciwko Legii, gdzie trenerem był wtedy Jan Urban, a drugą Jagiellonii Białystok w następnym sezonie. Ponadto w Pucharze Polski udało się raz jeszcze pokonać i wyeliminować Legię, gdzie również zdobyłem jedną z bramek.”

 

Kibice w Zabrzu chyba do tej pory jak Cię widzą to strasznie Ci gratulują zdobytych bramek przeciwko rywalowi (śmiech)!

Przemysław Oziębała: „Myślę, że kibice w Zabrzu żyją czasami teraźniejszymi Górnika. Miniony sezon jak wiemy po awansie z I ligi był rewelacyjny, przez co Górnik po wielu latach przerwy awansował do europejskich pucharów. Była to wtedy olbrzymia niespodzianka. Ja natomiast w dalszym ciągu kibicuję Górnikowi, jak zresztą każdemu klubowi w którym grałem i mam nadzieję, że po słabszym starcie rozgrywek utrzymają się w Ekstraklasie, bo tam jest ich miejsce.”

 

Czas spędzony w Zabrzu to także przynajmniej jak na razie Twój ostatni etap z Ekstraklasą. Czego nauczyłeś się występując na boiskach polskiej Ekstraklasy? Był jakiś moment, którego nie zapomnisz do końca życia?

Przemysław Oziębała: „Było tych momentów dosyć sporo, który w dalszym ciągu trzymam w pamięci. Ekstraklasa różni się od pozostałych, niższych lig piłkarskich w Polsce. Ja tam trafiłem mając 21 lat z IV ligi i od razu musiałem sporo się uczyć. Na pewno różniły się kwestie taktyczne, które oprócz większego biegania czy walki na boisku były bardziej rozbudowane. To jednak zdecydowanie inne granie niż w niższych ligach.”

 

Następnym przystankiem w Twojej karierze był półroczny epizod w Siarce Tarnobrzeg oraz rok spędzony w Stali Stalowa Wola. Do każdego z tych zespołów ściągał Cię trener Ryszard Kuźma. Gra w II lidze była dla Ciebie degradacją po wcześniejszych latach w Ekstraklasie?

Przemysław Oziębała: „Do Siarki Tarnobrzeg udałem się na wypożyczenie z Górnika. W Zabrzu były wtedy ciężkie czasy pod względem funkcjonowania klubu, nikt nie wiedział co się wydarzy. Na całe szczęście władze miasta klub uratowały. Dostawałem sygnały od nowych trenerów, że mogę mieć mniejsze szanse na grę i dałem się namówić trenerowi Kuźmie na grę właśnie w Tarnobrzegu. Wtedy Siarka bardzo dobrze prezentowała się na boiskach II ligi, a celem drużyny był awans do I ligi. Poszedłem tam, aby pomóc drużynie w awansie, a po wcześniejszych rozmowach z trenerem miałem zapewnienie, że będę mógł liczyć na regularne występy. Niestety awans nie doszedł do skutku, a drużyna rozpadła się w trakcie rundy wiosennej. Coś po prostu nie zadziałało. Zamiana Ekstraklasy na II ligę sporo mnie jednak nauczyła. Taki jest sport, a w szczególności piłka nożna. Trzeba szanować to, co się ma. W każdym treningu oraz meczu trzeba dawać z siebie maksimum, bo wdrapać się na szczyt jest ciężko. Na pewno zapamiętam to jako dobrą lekcję.”

 

Sezon 2016/2017 to powrót w rodzinne strony. Szykujący się na awans do rozgrywek I ligi Raków Częstochowa dał Ci szansę na walkę o najwyższe cele, a Ty odwdzięczyłeś się 29 występami oraz 10 bramkami, przyczyniając się do mistrzostwa II ligi i awansu. Powrót do domu zmotywował Cię do cięższej pracy, czy po prostu mieliście taką ekipę, że aż przyjemność było w niej grać, dzięki czemu wyniki przyszły same?

Przemysław Oziębała: „Raków to klub z moich rodzinnych stron. Zależało mi także na transferze do klubu, który gra o coś. Wiedziałem, że Raków chce walczyć o awans i po niepowodzeniu w Siarce raz jeszcze spróbował walki o awans. Drużyna bardzo dobrze funkcjonowała, głównie dzięki trenerowi Markowi Papszunowi, który mi zaufał i pozwolił zagrać w Rakowie. Byliśmy na tamten moment najbardziej poukładanym zespołem w II lidze i dlatego solidną grą ten awans wywalczyliśmy. Obecnie wyniki Rakowa również pokazują, że trener Papszun w dalszym ciągu prowadzi bardzo dobry zespół, a jego trenerską rękę widać jak spojrzymy na tabelę I ligi.”

 

Marek Papszun to dobry trener? Były opiekun Legionovii prowadził Cię właśnie w Rakowie, a osiągane obecnie przez częstochowian wyniki czynią ich jednymi z głównych kandydatów do awansu w tym sezonie. Liderujący Raków już teraz ma przecież aż osiem punktów przewagi nad drugim w tabeli ŁKS-em. Mając w pamięci poprzednie pytania o trenerach selekcjonerach z którymi miałeś przyjemność współpracować, więc może kolejnym z nich będzie trener Papszun?

Przemysław Oziębała: „Tak jak wcześniej powiedziałem nie posiadam na tyle wiedzy trenerskiej, aby oceniać trenerów przez pryzmat tego, kto jest dobrym trenerem, a kto złym. Moje postrzeżenie jest takie, że dwuletnia praca z trenerem Papszunem była czystą przyjemnością. Bardzo dobrze mi się z nim pracowało. Wiele się przy nim nauczyłem. Kibicuję mu cały czas.”

 

W I lidze grałeś już jednak mniej, a to przez wzgląd na kontuzję. Jako, że ten temat był już w trakcie naszej rozmowy poruszany, więc nie będziemy go wspominać. Ogólnie w Rakowie zagrałeś 42 razy, zdobywając 12 bramek. Kibice w Częstochowie bardzo Ci dziękowali za występy w Rakowie. Doczekałeś się pożegnania ze strony kibiców, na które nie każdy może sobie pozwolić.

Przemysław Oziębała: „Jest to bardzo miłe. Kibice wiedzieli, że to moje rodzinne strony, a poza tym grałem wtedy naprawdę często. Wiedzieli, że w każdym meczu dawałem z siebie wszystko i to docenili. Niestety w Rakowie nie zostałem również z powodu kontuzji. Podczas jednego z meczów złamano mi szczękę, no i tam również musiałem opuścić całą rundę. Wcześniej miałem również problemy z barkiem, przez co również wiele meczów mi uciekło. Nie mam żalu do nikogo. Cieszę się, że mogłem tam grać. Bardzo było mi miło, kiedy doczekałem się fajnego pożegnania zarówno od kibiców, jak i od klubowych działaczy. Kibicuję im i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie zagrają już w Ekstraklasie.”

 

Teraz jesteś w Gwarku, co dla nas wszystkich jest dziś najważniejsze. Za tydzień zakończymy zmagania w 2018 roku. Jak podsumujesz rundę jesienną w naszym wykonaniu? Masz o tyle lepiej, że możesz ją ocenić zarówno jako zawodnik, jak i widz, gdyż pozostałe mecze Gwarka oglądasz regularnie z wysokości stadionu przy ul. Wojska Polskiego w Tarnowskich Górach.

Przemysław Oziębała: „Nie namówisz mnie również i w tym wypadku, abym kogoś ocenił! (Śmiech) Nie od tego jestem. Mam nadzieję, że jak najszybciej wrócę do gry i to mnie jako zawodnika będą mogli oceniać kibice, działacze i osoby, które mogą to robić. Ja jestem zawodnikiem Gwarka i za takie rzeczy się nie będę brał.”

 

No dobrze, ale na pewno były w naszym wykonaniu takie mecze, podczas których pomyślałeś sobie, że musisz rzucić kule i wejść na boisko, aby pomóc swoim kolegom. Były takie momenty, że wiedziałeś jak im pomóc, ale nie miałeś możliwości?

Przemysław Oziębała: „W każdym meczu chciałem pomóc. Przez kontuzję nie gram już dwa miesiące, więc ciąg do piłki jest ogromny. Do Gwarka przychodziłem po to, aby pomóc klubowi dalej się rozwijać, aby móc grać jak najwięcej. Szkoda, że ta kontuzja nie umożliwiła mi grania w każdym meczu. Chciałem pomóc, ale nie mogłem. Z trybun mecz wygląda inaczej niż z boiska. Wydaje mi się, że kiedy już łapaliśmy odpowiednią formę, kiedy po meczach ze Ślęzą oraz Stalą Brzeg dopisywaliśmy sobie trzy punkty, graliśmy coraz lepiej, to tydzień później nastąpił wspomniany mecz z Lubinem. Jak zszedłem z kontuzją, a pomimo naszej dobrej gry i nieuznanej prawidłowo bramki nie udało się wygrać. Szkoda tego meczu.”

 

W Gwarku zajmujesz się również pracą z najmłodszymi adeptami Akademii Piłkarskiej. Praca z dziećmi nie jest jednak tutaj pierwszą, jakiej doświadczyłeś z kolejnymi nadziejami na przyszłych Lewandowskich, Milików czy Oziębałów. Jak wygląda to z Twojej perspektywy? Wiemy, że do pracy z maluchami potrzeba naprawdę sporo cierpliwości!

Przemysław Oziębała: „Dokładnie. W Gwarku jestem także trenerem najmłodszej grupy piłkarskiej rocznika 2011/2012. Sam chciałem tego spróbować, ponieważ szkolę się w tym kierunku i muszę powiedzieć, że rozmawiałem o tym z paroma trenerami i zawsze wszyscy trenerzy mówili jedno: chcesz zacząć być trenerem – zacznij od najmłodszej grupy, zobaczysz jak to jest. Dzisiaj, jeśli również miałbym komuś doradzać, powiedziałbym to samo, co powiedziano wcześniej mi. Trzeba zacząć od najmłodszych i powoli wspinać się w górę. Ja się cały czas tego uczę i jest to dla mnie kolejna lekcja w życiu. Chcę później spróbować swoich sił jako trener, jednak priorytetem jest dla mnie szybki powrót do pełni zdrowia, do którego wracam. Wyniki rehabilitacji pokazują jednak, że będę w pełni sił, kiedy niestety skończy się runda jesienna.”

 

Kończąc powoli nasze spotkanie, a mając także w pamięci swoją pracę z trenerami Wójcikiem, Fornalikiem, Janasem czy Nawałką… masz gdzieś z tyłu głowy zapamiętane, czego Cię nauczyli, aby również i trener Przemysław Oziębała – jeśli oczywiście będzie taka możliwość – dostąpił kiedyś zaszczytu objęcia posady najważniejszego trenera piłkarskiego w naszym kraju?

Przemysław Oziębała: „Oj, aż tak wysoko to ja na razie nie myślę! Każdy z wymienionych trenerów mnie czegoś nauczył. To były dla mnie fajne lekcje, które zatrzymam dla siebie. Mam nadzieję, że będę mógł kiedyś pokazać w trenerce to, czego nauczyli mnie trenerzy Papszun, Fornalik, Janas czy Nawałka, ponieważ każdy z tych trenerów w trakcie kariery mnie ukształtował. Mam nadzieję, że były to dla mnie pożyteczne lekcje”.

 

Tego Ci Przemek wszyscy w Gwarku życzymy! Dziękuję serdecznie za spotkanie!

Print Friendly

Dodaj komentarz