Sezon 2019/2020 w odróżnieniu od dwóch poprzednich występów Gwarka na poziomie III ligi z dnia na dzień coraz bardziej zaskakuje. Zdaniem wielu najsilniejsza grupa III ligi w Polsce to dziś osiemnaście drużyn, z których praktycznie każda może wygrać z każdą. Dzięki temu emocje związane z rozpoczętym w sierpniu sezonem z pewnością będą się kibica trzymać do ostatniej minuty ostatniego meczu ligowego. Przed drugą częścią rundy jesiennej zapytaliśmy trenera Gwarka Krzysztofa Górecko o swoje opinie związane ze startem sezonu, ostatnim meczem pucharowym z Ruchem Radzionków, a także o plany na kolejne mecze ligowe naszej drużyny. Serdecznie zapraszamy do przeczytania wywiadu ze szkoleniowcem Gwarka Tarnowskie Góry.

 

Rozmawia: Mateusz Skutnik

 

Trenerze, nieuchronnie zbliżamy się do półmetka rundy jesiennej. Co prawda jeszcze daleko do oceny występów naszej drużyny w sezonie 2019/2020, to jednak Pan jako opiekun swojego zespołu może pierwsze opinie dotyczące startu rozgrywek w wykonaniu tarnogórzan wygłosić. Domyślam się, że oprócz kilku pozytywów znajdą się również minusy w grze Gwarka.

Nie ulega wątpliwości, że nie jesteśmy zadowoleni ze startu sezonu. Trzy porażki w siedmiu rozegranych meczach nie wystawiają nam najlepszego świadectwa. Największym problemem chyba jest to, że tracimy w bardzo prosty sposób bramki. W trzech meczach wyjazdowych strzeliliśmy siedem bramek, co przy skonsolidowanej defensywie powinno nam dać komplet dziewięciu punktów. My przywieźliśmy jeden punkt i to jest spory problem. Ciągle ten zespół jest jeszcze nie do końca zgrany, gdyż jak nie trudno zauważyć w każdym meczu graliśmy praktycznie w innej konfiguracji w obronie. Trzeba zaznaczyć, że z poprzedniego sezonu z czwórki obrońców z początku grał tylko Adam Dzido. Dopiero potem doszedł Jakub Dyląg. Pozostałe miejsca były w rotacji. Pozytywem jest z pewnością to, że sporo tych bramek strzelamy. Musimy jednak pamiętać o tym, że stara piłkarska prawda mówi, że atakiem wygrywasz mecz, ale obroną wygrywasz ligę. Trzeba zrobić wszystko, aby piąć się w górę tabeli. Liga jest tak strasznie wyrównana, że wszystkiego można się w niej spodziewać. Muszę jednak stwierdzić po tych siedmiu meczach, że żaden zespół nie był słabszy od nas pod żadnym względem. 

 

W rundzie wiosennej poprzedniego sezonu problem był odwrotny. Strzelaliśmy mało co prawda mało bramek, narzekając tym samym na brak skuteczności, ponieważ sytuacji do zdobycia bramki stwarzaliśmy wiele, ale za to nasza obrona działała bez zarzutu. Można zatem powiedzieć, że po kilku miesiącach sytuacja odwróciła się o 180 stopni.

Trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż w linii obrony w stosunku do poprzedniego sezonu zaszło sporo zmian. Mateusz Śliwa był pewniakiem w obronie przez praktycznie cztery sezony. Dzisiaj na jego miejscu gra młodzieżowiec. Również w środku obrony grał Kamil Cholerzyński lub Bartłomiej Cymerys. Dzisiaj na ich miejscu również gra młodzieżowiec. Poniekąd zmusza nas do tego przepis o konieczności gry dwóch młodzieżowców w ciągu trwania całego meczu. Zarówno Konrad Pipia i Tomasz Polak, bo o nich mowa, są bardzo młodymi zawodnikami, którzy popełniają jeszcze błędy, ale bardzo dobrze rokującymi. Owszem, z jednej strony nie można powiedzieć, że biorąc pod uwagę grę całego zespołu w defensywie to gramy dobrze, skoro tracimy tyle bramek. Jednak z drugiej strony jeśli odbieramy szybko w obronie piłkę i przeciwnik nie jest nam wtedy w stanie zrobić krzywdy, to wtedy gra się przeciwko nam trudno. Tak było na przykład w Rybniku, kiedy to do błędu młodzieżowca w obronie i odgwizdaniu rzutu karnego dla rywali, naszpikowany gwiazdami ROW Rybnik w meczu nie istniał. Musimy nad tym popracować, bowiem ciężko zliczyć ile meczów potrzebowali nasi przeciwnicy wiosną aby strzelić nam łącznie czternaście bramek. Dziś czternaście bramek straciliśmy w siedmiu meczach i tak być dalej nie może.

 

Przysłowiowego „konia z rzędem” dla tego, kto przed rozpoczęciem sezonu 2019/2020 stawiałby po siedmiu kolejkach ligowych rezerwy Śląska Wrocław oraz Foto-Higienę Gać jako zespoły zajmujące dwa pierwsze miejsca w tabeli. Czy dla Pana zajmowane przez te drużyny dziś pozycje są niespodzianką?

Z pewnością na miano pozytywnej niespodzianki zasługuje Foto-Higiena Gać. W drużynie zaszły przed sezonem drobne zmiany, które jak widać procentują. Jeśli chodzi o rezerwy Śląska Wrocław to szczerze jednak powiem, że patrząc na skład jaki co mecz wystawiają wrocławianie, to zaskoczenia być nie może. Jeżeli będą co tydzień wystawiać po sześciu, siedmiu zawodników, którzy na co dzień pracują z zawodnikami Ekstraklasy i obijają się o pierwszy zespół Śląska, lub po prostu w nim są, to będą te mecze wygrywać. To dotyczy praktycznie wszystkich zespołów rezerw, z którymi przyjdzie nam grać w tym sezonie. Pamiętajmy również, iż z rezerwami Zagłębia Lubin oraz Górnika Zabrze gramy podczas przerw ligowych na reprezentację. W tych meczach może stać się wszystko. Ekstraklasę możemy mieć podczas meczu Gwarka w Lubinie, jak i podczas spotkania z Górnikiem u nas w Tarnowskich Górach. Musimy jednak pamiętać, że sami musimy zacząć punktować, a wtedy będzie nam się grało lepiej. To jest niezbędne.

 

Kto wie, może takim momentem przełomowym, po którym wiara w zwycięstwa powróci, było środowe spotkanie pucharowe z Ruchem Radzionków. Wynik, mimo jak na rozgrywki pucharowe trzeba przyznać imponujący.

Jesteśmy krótko po meczu pucharowym, więc nie jesteśmy jeszcze pewni czy to będzie właśnie ten moment przełomowy, ponieważ przed nami kolejne mecze ligowe. Mamy taką nadzieję. Nie ulega jednak wątpliwości, że zespół Gwarka zareagował na środowy mecz bardzo dobrze, mimo, że wracaliśmy w dosyć kiepskich nastrojach z Zielonej Góry. Nie było obawy przed meczem z Ruchem, ale chcieliśmy przede wszystkim, aby ten zespół zareagował pozytywnie po stracie punktów w meczu z Lechią. Bardzo liczyliśmy wtedy na komplet punktów. Mieliśmy w środę zdobywać bramki, mieliśmy być szczelni w defensywie i te wszystkie założenia udało się zrealizować. Dodatkowo wiedzieliśmy przed meczem, że Ruch Radzionków przystąpił do tego spotkania niezwykle ambitnie. Jeszcze siedząc przed meczem w szatni Szkoły Mistrzostwa Sportowego słyszeliśmy, kiedy przechodzili obok nas krzycząc głośno pod drzwiami „gramy o honor, o dumę!”. Okazało się już w trakcie pierwszej połowy, że nic im z tych planów nie wyjdzie, bo każdy kto był na meczu widział, że różnica pomiędzy drużynami na boisku wynosiła tak na prawdę nie jedną klasę rozgrywkową, a co najmniej dwie. Ja i tak miałem pretensje do naszego zespołu, że w 30′ minucie meczu nie było już 5:0 dla nas, a zaledwie 1:0. 

 

Ostatecznie w pierwszej połowie meczu udało się cztery razy umieścić w pełni zasłużenie piłkę w bramce Ruchu. Po stronie Gwarka zatem drugie zwycięstwo odniesione na nowym obiekcie w Radzionkowie na przestrzeni niecałych sześciu miesięcy. I to drugie bez straty nawet bramki!

Środowy mecz był praktycznie odbiciem lustrzanym kwietniowego meczu ligowego. Przygotowując się do meczu zaczerpnąłem trochę wiedzy ze strony internetowej naszych przeciwników. Wspomniano tam o kontrowersjach, które zdaniem autora miały miejsce podczas tamtego spotkania… Tak naprawdę w tamtym meczu była jedna, mocna kontrowersja, kiedy to przy stanie 1:0 dla nas, minutę po zdobyciu gola Konrad Pipia strzelił do pustej bramki, a bramkach Ruchu wyjął piłkę już zza linii bramkowej. Wszyscy obecni na stadionie to widzieli, tylko sędzia patrzał wtedy gdzieś indziej. Przecież w tamtym meczu w pierwszej połowie powinniśmy wygrywać różnicą trzech, czterech bramek! Tylko i wyłącznie dzięki tej nieskuteczności, o której już dziś mówiliśmy i która doskwierała nam wiosną, gospodarze próbowali zdobyć bramkę na wagę remisu. Wynik absolutnie nie odzwierciedlał wtedy tego, co działo się na boisku. W środę także nikt nie mógł powiedzieć inaczej. Oprócz tych sześciu bramek mogliśmy strzelić przecież jeszcze tyle, już nie mówiąc o samym posiadaniu piłki. Tam to chyba statystyki mogły śmiało podawać procentowo osiemdziesiąt do dwudziestu czasu gry, kiedy to my mieliśmy piłkę. Wygraliśmy zasłużenie i cieszymy się z tego.

 

Wygrana chyba cieszy tym bardziej, że również i w tym meczu musiał Pan trochę „pokombinować” ze składem. W wysoko wygranym meczu nie wystąpili chociażby Sławomir Pach, Kamil Cholerzyński, Przemysław Oziębała, Dawid Jarka czy Szymon Przystalski, a więc prawie połowa zawodników z pierwszego składu. Dał Pan zagrać zmiennikom, którzy łapali swoje kolejne minuty w oficjalnych meczach Gwarka, a przykład Adriana Pytlika, który ustawił wynik swoją bramką na 6:0 dla naszej drużyny może tylko cieszyć.

Mimo tego, że nie grało wielu podstawowych zawodników to różnica na boisku była przeogromna. Możliwość pokazania się dostali m.in. Kevin Kołodziej, Damian Kowalczyk czy właśnie Adrian Pytlik, a więc młodzieżowcy, z którymi wiążemy spore nadzieje. Do tego swoją bramkę zdobył jeszcze Patryk Joachim, który strzela jak na zawołanie w drużynie rezerw. Kolejną dobrą zmianę dał również Sebastian Dworaczek. Ich występy oceniam pozytywnie. Chłopcy pokazali się z dobrej strony i widać było, że na tle Ruchu radzą sobie świetnie. Strzelają bramki, cieszą się grą i to jest najważniejsze.

 

Spotkania pucharowe także mają swoją rangę. Myślę, że każdy trener wraz z zawodnikami wychodząc na boisko ma w głowie tylko jedną myśl – zdobić wszystko, aby wygrać. Nie tak dawno temu, bo jeszcze we wrześniu w mediach pojawiła się wypowiedź trenera radzionkowian Michała Majsnera, który otwarcie skrytykował sens rozgrywania meczów pucharowych z drużynami z niższych klas rozgrywkowych, odnosząc się jego zdaniem do rozstawiania swojej drużyny w późniejszym etapie rozgrywek. Jestem ciekawy Pana zdania na ten temat. Czy Pana zdaniem cytując trenera Majsnera „takie mecze mają sens”?

Oczywiście, że tak. Nigdy nie można lekceważyć zespołów z niższych klas rozgrywkowych. Działa to w dwie strony. Po pierwsze wymieńmy nasze cechy wolicjonalne, czyli zespołu z wyższej klasy rozgrywkowej. Jeżeli podejdziemy do tego na przysłowiowym „lajcie” to na pewno przegramy. Natomiast jeżeli widać, że posiadamy charakter, wolę walki w każdym meczu, jesteśmy sportowcami chcącymi wygrywać i narzucić swoje warunki gry, tak jak to było w środę, wyjdziemy na boisko, pokażemy wszystko co mamy najlepsze i istnieje duże prawdopodobieństwo, że mecz wygramy. Po drugie zespół z niższej klasy rozgrywkowej, czyli w tym przypadku Ruch Radzionków, również może po takim meczu wskazać plusy. Na pewno mają nieprawdopodobny materiał szkoleniowy do tego, aby wspólnie pomyśleć co zrobić, aby lepiej zagrać w następnych meczach. My również mamy na to swoje sposoby. W każdym okresie meczów sparingowych staramy się dobierać również taki zespół, od którego możemy się wiele nauczyć. Graliśmy nie raz z ekstraklasową Cracovią Kraków. Do tego dochodzi I-ligowy GKS 1962 Jastrzębie. Są to zespoły, które dominują nad nami, a dodatkowo po meczu możemy mieć świetny materiał do analiz naszych błędów, nad którymi możemy później popracować, aby z dnia na dzień stawać się lepszą drużyną. Podsumowując każdego przeciwnika trzeba szanować. Nawet jeżeli jest to drużyna występująca w B-klasie czy C-klasie. Każdy z nich chce grać i każdy z nich tak samo jak my chce wygrywać.

 

Dla społeczeństwa naszego miasta ten sezon będzie z pewnością niezwykle ciekawy. Gwarek będzie miał możliwość skonfrontowania się z zespołami, które nie tak dawno grały jeszcze chociażby na zapleczu Ekstraklasy czy nawet na najwyższym poziomie rozgrywkowym w naszym kraju, mającymi w swoim dorobku tytuły mistrzowskie. Na pewno ze sporym zaciekawieniem tarnogórzanie będą przyglądać się meczowi z Ruchem Chorzów, który na początku października odbędzie się w Tarnowskich Górach. Czy dla Pana jest spotkanie ligowe, czyli mecz o punkty z tak utytułowanym klubem, który ma na swoim koncie aż czternaście tytułów Mistrza Polski będzie dla Pana meczem szczególnym?

W mojej karierze trenerskiej jeszcze nie miałem okazji zagrać z pierwszą drużyną Ruchu Chorzów o punkty. Do tej pory prowadzone przeze mnie zespoły na poziomie III czy IV ligi grały jedynie z rezerwami Ruchu. Dzisiaj natomiast sytuacja jest inna. Na pewno czeka nas fajny mecz, ogromne wydarzenie sportowe. Oglądając kilka meczów Ruchu na żywo w tym roku uważam, że to może być jeden z najmocniejszych zespołów w tej lidze. Jeżeli sprawy pozaboiskowe zostaną w Chorzowie w jakikolwiek sposób poukładane, to może się również okazać tak, że chorzowianie tą ligę wygrają. Na ten mecz bardzo się cieszę. Liczę również w tym dniu na kibiców, którzy mam nadzieję bardzo nas wspomogą i razem będziemy mogli cieszyć się z tak ważnego zwycięstwa. Jednak będzie o nie niezwykle trudno.

 

Zanim jednak przystąpimy do rywalizacji z Ruchem Chorzów, czeka nas przyszłotygodniowy mecz z nieprzewidywalną drużyną LZS-u Starowice. Beniaminek, który mimo ostatniego miejsca w tabeli jest szczególnie w meczach u siebie zespołem niezwykle groźnym, odbierającym rywalom punkty, mimo… że nie zdobył w tym sezonie jeszcze bramki. Czy przygotowania do tego meczu sztab szkoleniowy naszej drużyny może rozpocząć za rozpoczęte?

Przygotowania do meczu ligowego ze Starowicami rozpoczęliśmy na drugi dzień po meczu z Ruchem Radzionków. Takim „handicupem” dla rywala na pewno jest ich obiekt. Jak na III-ligowe realia grają na bardzo małym boisku. Jednak nie zmienia to faktu, że musimy się do tego spotkania bardzo dobrze przygotować i spróbować wygrać. Tak jak wspomniałem jest to zespół nieprzewidywalny, wręcz nieprzyjemny dla rywala. Jeżeli w siedmiu meczach stracili zaledwie sześć bramek to znaczy, że potrafią w defensywie bardzo dobrze grać. Wszyscy wiemy w jakich wręcz nieprawdopodobnych okolicznościach LZS Starowice przystąpili do rozgrywek III ligi, ponieważ to nie oni wygrali w czerwcu IV ligę opolską. Zaryzykowali, wyrazili chęć reprezentowania swojego klubu i miejscowości, za co należą im się wielkie brawa. My do tego meczu raz jeszcze powtórzę przygotowujemy się jak do każdego innego, w którym również chcemy zainkasować trzy punkty. Mamy nadzieję, że podtrzymamy w zespole fajną atmosferę po pucharowym meczu z Ruchem Radzionków i przeniesiemy to również na spotkania ligowe.

 

Trenerze, dziękuję i życzę powodzenia!

Print Friendly

Dodaj komentarz