Minął właśnie drugi miesiąc bez rozgrywek ligowych. Zamrożony sport spowodował, iż wielu sympatyków piłki nożnej tęskni za sportowymi emocjami zarówno na boisku, jak i przed telewizorami. Rozgrywki od IV ligi w dół pozostały już zakończone. O ile wiemy jaka najbliższa przyszłość czeka również trzy najwyższe poziomy piłkarskie w Polsce, tak w dalszym ciągu jedyny szczebel piłkarski ze znakiem zapytania przy sezonie 2019/2020 to poziom, na którym występuje Gwarek Tarnowskie Góry. Rozgrywki III ligi, a co za tym idzie 72 drużyny w naszym kraju nie wiedzą jeszcze co z nimi będzie. Odpowiedź mają poznać 12 maja podczas zebrania Członków Polskiego Związku Piłki Nożnej w Warszawie…

 

Sławomir Pach w Gwarku występuje nieprzerwanie od sezonu 2015/2016. Za kilka miesięcy minie dokładnie pięć lat od jego przenosin do zespołu z Tarnowskich Gór. Wystąpił obecnie w 113 oficjalnych meczach swojego obecnego zespołu, w którym zdobył do tej pory 37 bramek. Z niejednego piłkarskiego pieca chleb jadł. Jeden z najbardziej doświadczonych zawodników naszego zespołu przeżył wiele piłkarskich przygód, ale jak sam nam opowiedział z taką sytuacją jak przerwanie rozgrywek z powodu zagrożenia epidemiologicznego jeszcze nie miał jeszcze styczności. O tęsknocie za powrotem na zieloną murawę, własnych spostrzeżeniach na temat pandemii oraz sportowych awansach, których ma na swoim koncie aż pięć podczas kariery w dorosłej piłce opowiedział nam „Piłkarz Roku 2015” w Gwarku – Sławomir Pach.

 

Rozmawia: Mateusz Skutnik

 

Mateusz Skutnik: Zaczniemy może nieco inaczej. Przypomniałem sobie nasze poprzednie rozmowy, które później dzięki naszym mediom trafiały do Kibiców. W 2016 roku nasz pierwszy wywiad ukazał się kiedy leczyłeś kontuzje, więc nie grałeś (październik – przyp. red.). Później, w marcu 2018 roku podczas naszej drugiej rozmowy czekaliśmy na mecz z Ruchem Zdzieszowice, ponieważ powrót zimy przełożył dwie pierwsze wiosenne kolejki, więc i wtedy nie graliśmy. Teraz znów, podczas naszej kolejnej rozmowy czekamy z utęsknieniem na możliwość powrotu do gry. Żebyś nie pomyślał, że wszystko to zostało zamierzone przypomnę tylko, że na koniec pierwszego sezonu o którym wspomniałem Gwarek awansował do III ligi, sezon 2017/2018 okazał się jak wiemy najlepszym w historii Klubu, więc tym razem można kolejny raz sięgnąć po tajną broń w postaci Sławka Pacha i powiedzieć „jak trwoga to do Pacha”! Zupełnie jak na boisku! Wierzysz, że ten sezon jak poprzednie wymienione zakończy się happy endem?

Sławomir Pach: Może historia lubi się powtarzać? Wiesz, jeżeli po naszych wywiadach zawsze przychodzi fajny dla Klubu czas to możemy nasze wywiady przeprowadzać i co rundę! (śmiech) Były to zawsze fajnie chwile. Po naszej pierwszej rozmowie pamiętam rzeczywiście leczyłem kontuzję, dzięki czemu doszedłem do pełni formy i mogłem wiosną już normalnie występować i przyczynić się w jakimś stopniu do zwycięstwa w barażach i awansu do III ligi. Sezonu 2017/2018 i naszego debiutu na tym etapie rozgrywkowym również nie da się zapomnieć. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że rzeczywiście bardzo mało nam zabrakło, aby awansować szczebel wyżej. Pewnie gdyby się to udało to byśmy się w II lidze zadomowili. Teraz te obecne rozgrywki… Ehh, szkoda tego wszystkiego, bo fajnie zaczęliśmy wiosnę z dobrym wynikiem i chcieliśmy z każdym kolejnym meczem pokazywać, że jesteśmy dobrze przygotowani do wiosny. Fajnie by było dograć ten sezon do końca, ale będzie moim zdaniem bardzo ciężko, gdyż w dalszym ciągu nie wiemy jaka jest decyzja władz. 

 

Jesteś jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w naszej drużynie i mało kto może pochwalić się takim piłkarskim CV jak Ty. Powiedz, czy podczas Twojej kariery zdarzyła się kiedykolwiek taka sytuacja jak ta obecna, że czujesz się na siłach, a z powodu na który nie mieliśmy wpływu nie możemy wyjść na boisko i grać? Wszak od ostatniego meczu minęły już dwa miesiące!

Wiesz co, szczerze nie przypominam sobie takiej sytuacji. Co innego warunki pogodowe, które kiedyś, szczególnie pod koniec roku i jego początku były bardziej zimowe, co uniemożliwiało rozgrywanie spotkań ligowych, a co innego ta obecna sytuacja. Dla mnie jest to szczerze mówiąc bardzo dziwna sytuacja i niektóre rzeczy mi tutaj w tej układance po prostu nie pasują. Wystarczy temu wszystkiemu przyjrzeć się ze spokojem, z chłodną głową, a wtedy sami stwierdzimy, że coś jest nie tak. No ale nie są to nasze decyzje. Ktoś z władz państwowych, które wybraliśmy sami trzyma nad tym pieczę i to od jego decyzji zależą kolejne kroki w tym temacie. Tak czy owak chciałbym bardzo, aby ta cała sytuacja jak najszybciej minęła, abyśmy wszyscy mogli wrócić do swoich codziennych obowiązków i żebyśmy się wszyscy po tym całym zamieszaniu szybko podnieśli.

 

Podczas pandemii najpierw ćwiczyliście indywidualnie korzystając z pobliskich Waszych miejsc zamieszkania możliwości, później tylko w domach (o ile można to tak nazwać), później znów pojawiła się możliwość rekreacyjnego poruszania się po lasach, parkach czy skwerach. Jak ocenisz tego typu treningi? Z jednej strony na nic innego nie ma jeszcze zgody władz państwowych, ale ile Twoim zdaniem czasu zawodnikowi, który przestrzegał rozpisek treningowych sztabu szkoleniowego zajmie powrót do formy meczowej?

Dla mnie jest to zakładanie obywatelowi kagańca i nijak ma się z obecnymi możliwościami, które przecież śmiało moglibyśmy wykonywać. Nie każdy zawodnik ma możliwość trenowania indywidualnie korzystając np. z parków. Te z kolei raz były otwierane, drugi raz zamykane… Ja trenowałem na tyle, na ile mogłem. Korzystałem z rozpiski treningowej, którą dostarczył sztab szkoleniowy. Starałem się być w ruchu, coś sobie poćwiczyć, jednak taki trening w zasadzie nie ma możliwości przełożenia się na formę meczową. W grę wchodzą inne obciążenia, poruszanie się, treningi z piłką nie w domu czy w lesie, ale na prawdziwym boisku. Jeślibyśmy mieli jeszcze zagrać w tym sezonie to moim zdaniem, mimo że to sprawa indywidualna każdego zawodnika, nikt nie będzie w stu procentach gotowy do gry. Trenowanie indywidualne można porównać do pracy chałupniczej. 

 

IMG_6345

Fot. Sezon 2016/2017 Sławomir Pach w połowie stracił w powodu kontuzji. Gdy już wrócił do grania
w barażu o III ligę zagrał kapitalne spotkanie i zdobył bramkę.

 

Rozmawiałem wcześniej z trenerami Górecko oraz Gawełczykiem, a także Sebastian Pączko. Każdy z nich otwarcie mówił, że bardzo dobrze radzący sobie w zimowych sparingach Gwarek z impetem wszedł ligową wiosnę, a remis na terenie lidera po bardzo dobrym meczu może tylko to potwierdzić. Jak to wygląda z Twojego punktu widzenia? We Wrocławiu rzeczywiście pokazaliście, że nawet piąty wtedy w tabeli Gwarek może liczyć się w walce o awans do II ligi.

Mi się osobiście wydaje jako zawodnikowi, który grał w tym meczu, jak i osobie, która go później oglądała, że mogliśmy z tego meczu wyciągnąć jeszcze więcej. Mieliśmy swoje szanse, które powinniśmy wykorzystać. Strzeliliśmy bramkę, prowadziliśmy grę. W drugiej połowie Śląsk zaczął gonić, ale to było do przewidzenia. Widać różnicę w przygotowaniu fizycznym, większość z tych zawodników na co dzień trenuje z Ekstraklasową drużyną, więc nie ma co się dziwić. Boiskowe doświadczenie było jednak po naszej stronie. Gdyby udało nam się strzelić drugiego gola jeszcze w pierwszej połowie czy w drugiej, gdzie mieliśmy swoje sytuacje to nie wypuścilibyśmy zwycięstwa. Dla kibica był to bardzo optymistyczny mecz, bowiem każdy z nas go wytrzymał fizycznie, zagrał dobre spotkanie no i pokazał, że na boisku lidera można pokusić się o dobry wynik. Moja sportowa strona jednak cały czas uważa jak powiedziałem wcześniej, że mogliśmy i powinniśmy go wygrać.

 

Według ostatnich informacji Polskiego Związku Piłki Nożnej w Warszawie do 11 maja Wojewódzkie ZPN mają się określić co do możliwości dokończenia sezonu w ligach od III w dół. Wychodzi więc na to, że najbliższe kilka dni będzie w tym temacie kluczowych. Z Twojego doświadczenia oraz obserwacji tego, co dzieje się obecnie w naszym kraju, jak Twoim zdaniem potoczą się losy sezonu 2019/2020?

Patrząc na standardy bezpieczeństwa, które muszą spełnić Ekstraklasa, I oraz II liga, aby móc dograć sezon, tak jak powiedziałem wcześniej nasza III liga ma przy tym bardzo ciężkie zadanie. Obawiam się nawet, że nie do wykonania. Są to ogromne koszta, które dla praktycznie większości drużyn są nie do ogarnięcia bez pomocy zewnątrz. Konieczne testy, przymusowa kwarantanna… Dla osób, które na co dzień łączą pracę z graniem jest to rzecz w zasadzie niemożliwe. Nie wiem kto będzie dokonywał ostatecznego rozstrzygnięcia w tej kwestii. Co z sezonem? Nie zazdroszczę mu podjęcia decyzji. Wychodzi na to, że sezon zostanie zakończony przy tzw. „stoliczku”.

 

Co Ty zrobiłbyś na ich miejscu? Pokusiłbyś się o swoje zdanie na ten temat? Teorii na temat możliwych rozstrzygnięć jest już tak wiele, że chyba nikt niczym nowym nie może już nas zaskoczyć…

Ja mam zupełnie inne zdanie na temat przerwania nam naszego codziennego życia, co z pewnością można było wcześniej już wyczuć. Dla mnie epidemia, pandemia… czy Bóg jeden wie jak jeszcze można to nazwać, która opiewa się na danych z Głównego Urzędu Statystycznego czy dostarczana z Ministerstwa Cyfryzacji praktycznie nie istnieje. Przymusowe podciąganie zgonów pod COVID-19 przy obecnie panujących warunkach gospodarczych na świecie, czyli przemieszczaniu się, codziennej pracy, a co za tym idzie możliwością zarażenia się czymkolwiek, wydaje mi się nie jest słusznym podejściem. Ale wracając do Twojego pytania… Co ja bym zrobił? Gdybyśmy się cofnęli o te dwa miesiące to wydaje mi się, że na tamten czas była to jedyna słuszna decyzja, ponieważ zbyt wiele nikt o nim nie wiedział. Teraz, z perspektywy czasu można wywnioskować znacznie więcej, ponieważ z każdym dniem dowiadywaliśmy się o tym wirusie nowych rzeczy.

 

A jak to widzi drużyna? Komunikujecie się zapewne, rozmawiacie ze sobą, macie wspólne stanowisko w tej sprawie czy zdania wśród zawodników są podzielone?

Tak, mamy pewnie jak większość osób teraz taką swoją grupę na jednym z komunikatorów. Wymieniamy między sobą różnego rodzaju informacje, zarówno ze świata piłki jak i ogólnoświatowe. Staramy się nie mówić o tym, o czym nie wiemy. Nie mamy wpływu na obecną sytuację, więc przyglądamy się temu, co dzieje się w różnych innych klubach czy ligach.

 

Jak w ogóle Sławomir Pach spędzał te dwa miesiące bez piłki?

Praca, praca, praca… i córka! Jako ojciec w obecnych czasach obowiązki szkolne zajmują nam, rodzicom sporo czasu. Dzieci zostają w domach, my musimy w tym czasie pełnić rolę nauczycieli. Doszliśmy do takich czasów, że najpierw robię śniadanie jako ojciec, by parę minut później zamienić się np. w nauczyciela geografii! Dzielę czas z córką również i po „lekcjach”, więc zawsze istnieje możliwość fajnego spędzenia czasu. Na całe szczęście mam możliwość pracy zdalnej, bowiem prowadzę własną firmę w Internecie, więc jestem na bieżąco ze wszystkim nie musząc opuszczać domu, w sensie nie odczuwając zbytnio tych wszystkich problemów spowodowanych pandemią w różnych firmach. Brakuje jedynie tego swobodnego wyjścia na świeże powietrze, głód piłki jest niesamowity… Brakuje mi tego odetchnięcia od pracy w postaci treningu, gry z chłopakami, rozładowania się na boisku… Po prostu, brakuje mi normalności. W dzisiejszych czasach człowiek jest praktycznie przytłumiony tym wszystkim co dotyczy koronawirusa, a najgorsza jest niewiedza. Dotyczy ona tego, co będzie jutro, pojutrze. 

 

_MG_0529

Fot. Sławomir Pach przez cztery sezony był kapitanem Gwarka. Jak na kapitana przystało ze swoich
zadań wywiązywał się wzorowo.

 

Wieku wypominać nie będziemy, bowiem nie jeden młodszy zawodnik chciałby mieć taką formę jak Ty, ale zapytam o przyszłość. Jeżeli sezon 2019/2020 nie zostanie dokończony, przyjdzie nam czekać na mecze dopiero w lecie. Gwarek jest Twoim trzynastym klubem w karierze piłkarskiej. Mam nadzieję, że oczywiście nie rozpatrujesz tego numeru jako pechowy. Sezon 2020/2021 byłby zatem Twoim 23. w seniorskiej piłce. Czujesz się na siłach, aby w następnym sezonie pokazać jeszcze młodszym kolegom jak się gra w piłę?

Jak wszyscy wiemy „wiek nie gra roli” jeśli chodzi o boisko. Nie tacy zawodnicy przede mną grali! (śmiech) Więc wydaje mi się, że i tak jestem wśród nich jeszcze młodym egzemplarzem. Nawet właśnie ostatnio rozmawiałem ze znajomymi z którymi jeszcze jakiś czas temu wspólnie grałem na boisku, a dziś już są trenerami i mówili mi „Niestety Sławek, w III lidze to jeszcze trzeba się nabiegać. Nam się już po prostu nie chce!” (śmiech). Gdybym złapał jakąś groźną kontuzję to po kilku miesiącach rozbratu z piłką byłoby ciężko wrócić już na taki poziom. Zabiegi, rehabilitacja zajęłyby pewnie sporo czasu. Jeśli chodzi o obecną III ligę, to powolne zejście z wyższych lig, w których miałem przyjemność grania nie jest aż w taki sposób odczuwalne. Tym bardziej, że dla przykładu obecna 3 grupa III ligi w tym roku jest bardzo mocna, a ja ciągle daję radę! Czy dam radę w następnym sezonie? Jak najbardziej! W dalszym ciągu czuję się na siłach. Obecny sezon fajnie nam się zaczął, ja w obecnych rozgrywkach nie natrafiłem na żadną, groźniejszą kontuzję, która wykluczyłaby mnie na kilka tygodni z grania. Praktycznie przez cały czas fizycznie czułem się bardzo dobrze. Sam jeszcze wiosną mogłem dać dużo Gwarkowi, ale najprawdopodobniej nie będzie nam to dane… Co nie znaczy jednak, że nie będę mógł pomóc Klubowi jesienią. Jeśli tylko będzie taka propozycja ze strony Klubu, jeżeli w dalszym ciągu będę dla Klubu przydatny to na pewno z tej propozycji skorzystam. Cieszę się, że mogę jeszcze grać, cieszyć się piłką i mogę otrzymywać od Gwarka szansę zaprezentowania się w kolejnym naszym wspólnym roku. 

 

Pytam oczywiście nie bez powodu, bowiem jak pewnie dobrze wiesz, aspiracje naszego Klubu sięgają wyższych lig. W swoim pierwszym sezonie gry w Hutniku Warszawa awansowałeś z IV ligi do III. W sezonie 2003/2004 awansowałeś do ówczesnej Ekstraklasy, która była wtedy nazywana I Ligą z Zagłębiem Lubin. To samo, z tym że już do Orange Ekstraklasy uczyniłeś trzy lata później z Zagłębiem Sosnowiec. Kolejny awans, tym razem na zaplecze Ekstraklasy uzyskałeś w sezonie 2010/2011 z Olimpią Grudziądz. Za niedługo miną trzy lata od awansu Gwarka do III ligi, a jakże… z udziałem Sławomira Pacha. Ciężko chyba o lepszą mobilizację jak przypomnienie wszystkich tych sukcesów, które są również Twoją zasługą.

Ja się bardzo cieszę z tego, co udało mi się osiągnąć. Moja dotychczasowa kariera piłkarska, bo wydaje mi się, że mogę tak ją nazwać przebiega w taki sposób, w który na pewno bym sobie jej nie wyobrażał. Słuchając jak wymieniasz te moje awanse to rzeczywiście mogę powiedzieć, że sporo udało mi się osiągnąć. Choć jak zawsze mogę również powiedzieć, że mógłbym osiągnąć więcej. Patrząc na moje piłkarskie CV strasznie się z niego cieszę. Grałem w wielu klubach, poznałem wielu ciekawych ludzi, jak powiedziałem wcześniej sporo osiągnąłem. Fajnie, że znów mogę sobie przypomnieć m.in. te awanse o których wspomniałeś. To też szczególne dla mnie chwile.

 

Tak z perspektywy czasu zapytam o każdy z tych awansów. Który z nich najbardziej zapamiętasz i dlaczego?

Każdy z nich był inny, każdy z nich był szczególny, bowiem w każdym awansie miałem inną rolę. Pierwszy awans wywalczyłem jak powiedziałeś z Zagłębiem Lubin. Byliśmy wtedy faworytem w lidze do awansu, a ja do Miedziowych przyszedłem zimą. Grałem całą rundę i później, już po awansie także. W Zagłębiu Sosnowiec grałem już cały sezon, który również zakończył się awansem. Mieliśmy pamiętam wtedy troszkę gorszą końcówkę sezonu, ale nie przeszkodziło nam to zbytnio świętować końcowego sukcesu. Tu tak osobiście wydaje mi się, że w tym awansie dałem drużynie najwięcej. Szkoda następnego sezonu, gdyż z przyczyn niezależnych od nas wiedzieliśmy już na długo przed końcem sezonu, że spadamy z Ekstraklasy o dwie klasy i końcówka rozgrywek nie wyglądała już różowo. Ja później odszedłem, ale mogę żałować tylko, że nie udało się osiągnąć wtedy w Sosnowcu czegoś więcej. W Grudziądzu natomiast powtórzyła się nieco sytuacja z Lubina. Też przychodziłem po rundzie, kiedy Olimpia była już liderem. Ja jednak grałem nieco mniej, bo doskwierały mi bardziej kontuzje, więc awans w zdecydowanej większości był autorstwa kolegów z drużyny, choć jakąś tam swoją cegiełkę do tego dołożyłem.

 

A później był Gwarek…

Pamiętam niedosyt po pierwszych, przegranych barażach. Wygraliśmy w cuglach ligę, a potem przegraliśmy praktycznie na własne życzenie dwumecz z Unią Turza Śląska. Wydaje mi się, że byliśmy wtedy dużo lepszym zespołem, no ale cóż… To jest piłka nożna, nie zawsze lepszy wygrywa. Unia wykorzystała po prostu to, co wtedy miała i wygrała. Była skuteczniejsza. Powtórzyliśmy sezon, znów okazaliśmy się najlepsi. Doświadczeni o sezon 2015/2016 do baraży z Decorem Bełk przystąpiliśmy bardziej skupieni. Efektem było przekonujące zwycięstwo u siebie 4:0, a mi udało się zdobyć jedną z bramek. Mimo to pamiętam do Bełku pojechaliśmy nieźle sparaliżowani. Było to chyba widać na boisku. Udźwignęliśmy zadanie i awansowaliśmy. Jakiś czas temu pamiętam rozmawiałem z Prezesami w Gwarku o mojej przyszłości i nie ukrywam, że takim ostatnim moim piłkarskim celem byłoby wywalczenie awansu z Gwarkiem do II ligi. Było blisko dwa lata temu, ale nie postawiliśmy w odpowiednim czasie przysłowiowej kropki nad „i”. Mam nadzieje, że dane mi będzie pomóc drużynie w tym upragnionym celu.

 

My również mamy Sławku taką nadzieję! Dziękuję za rozmowę!

 

 

Print Friendly

Dodaj komentarz